Dziedzictwo odc. 880: Ferit i Ayse zakopυją topór wojeппy!

Ferit i Ayse zamarli na widok prokurator Leyli Kazanci stojącej w progu ich domu. Nie spodziewali się jej wizyty.– Przyszłam z powodu Dogi, nie waszego – oznajmiła stanowczo. – Zadzwoniła do mnie z telefonu swojej mamy.Ayse zerknęła na Ferita zaskoczona, ale żadne z nich nie zdążyło zadać pytania. Prokuratorka minęła ich i udała się prosto do pokoju dziewczynki. Rodzice zatrzymali się pod drzwiami, a ich serca waliły jak młoty.

– Co jej powie? – wyszeptała Ayse, niepewnie spoglądając na byłego męża.Ferit zacisnął usta w uśmiechu, ale w jego oczach nie było wesołości.– Powie, że spotkania ze mną raz w tygodniu to zdecydowanie za mało – mruknął. – Zadzwoniła do prokuratorki, bo chce widywać mnie częściej. Nie chce się ze mną rozstawać.Ayse zmrużyła oczy.– Nie mogę uwierzyć, że wierzysz w coś tak absurdalnego. To tylko twoje marzenia.Ferit wzruszył ramionami.– Przekonasz się, kiedy prokuratorka wyjdzie.Drzwi pokoju Dogi otworzyły się i stanęła w nich Leyla Kazanci. Jej twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale spojrzenie było twarde.– Rozmawiałam z Dogą – oznajmiła. – Narzeka na was. Nie chce mieszkać z żadnym z was. Chce, żebym odebrała wam opiekę.Ayse poczuła, jak jej żołądek się zaciska. Ferit stężał i odwrócił wzrok. Bez słowa przeszli do salonu, gdzie Leyla kontynuowała:– To nie jest moim zadaniem. Nie mam prawa wtrącać się w waszą relację. Ale jeśli chodzi o stan psychiczny dziecka, nie mogę milczeć. Jeżeli wasza córka dzwoni do niemal obcej osoby i błaga o pomoc, oznacza to, że problem jest poważny.Zatrzymała na nich surowe spojrzenie.– Doga przeszła zbyt wiele. Jedyne, czego teraz potrzebuje, to miłość. A wy tak bardzo skupiłyście się na wojnie między sobą, że zapomnieliście o najważniejszej osobie w waszym życiu.Ayse zagryzła wargi, ale milczała.– Doga jest zmęczona – dodała Leyla. – Uważa, że nie zasługuje na bycie kochaną. Wyraża swój ból gniewem.– Nie chciałam, żeby tak było – wyszeptała Ayse. – Chciałam tylko ją chronić. Ale niektóre rzeczy nie zależą ode mnie.– To nie moja wina – rzucił twardo Ferit. – Rzadko ją widuję. Co mogę zrobić?Leyla pokręciła głową.– Jeżeli nadal będziecie się obwiniać i kłócić, stracicie Dogę. Nadal nie rozumiecie? To wy oboje jesteście przyczyną. Musicie się nauczyć współpracować.Nie czekając na odpowiedź, obrzuciła ich ostatnim spojrzeniem i wyszła.Ayse zaczęła krążyć po salonie, splatając ręce na piersi.– Mam ochotę utopić cię w szklance wody – rzuciła w stronę Ferita.– Ja ciebie też – odparł, opierając się o parapet. – Ale mamy jeszcze coś wspólnego.Ayse uniosła brew.– Co takiego?Ferit spojrzał jej w oczy.

– Dogę.Ayse przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech.– Masz rację – przyznała. – I zrobię wszystko, aby ją uszczęśliwić.– Zrobimy – poprawił ją Ferit. – Razem. Inaczej stracimy naszą córkę. Człowiek może zapomnieć o trudnościach, które napotyka jako dorosły. Ale jeśli miało się złe dzieciństwo, ten ból zostaje na zawsze.Ayse spojrzała na niego długo, po czym wyciągnęła dłoń.– W takim razie dla dobra naszej córki – koniec z kłótniami.Ferit uścisnął jej rękę.– Koniec z kłótniami.Weszli razem do pokoju Dogi. Dziewczynka siedziała na łóżku, wciąż naburmuszona.– Poskarżyłam się siostrze Leyli na was – oznajmiła dumnie. – Powiedziałam, że jesteście złymi rodzicami. Ona was ukarze.Ferit uśmiechniętym gestem pogłaskał ją po włosach.– Naszą największą karą jest twój smutek.Ayse dodała cicho:– Nie chcemy cię już zasmucać. Pogodziliśmy się.Twarz Dogi rozpogodziła się, a w jej oczach zalśniła iskierka nadziei.– Naprawdę? Jak rodzice?– Naprawdę – potwierdziła Ayse. – Obiecujemy.I po raz pierwszy od dawna wszyscy troje się uśmiechnęli.***

Nana ubrała czystą odzież, co sprawiło, że Poyraz nie mógł oderwać od niej oczu. Sibel, która właśnie przyszła z wizytą, dostrzegła to i jej serce ścisnęła bolesna zazdrość. W salonie zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie miarowym tykaniem zegara.Dzwonek do drzwi przeciął napięcie jak ostrze noża. Nazli podeszła i otworzyła. Po chwili w progu salonu stanął policjant Rustem – ten sam, który ostatnio znalazł Yusufa.– Witaj, bracie. – Poyraz wstał z kanapy z uśmiechem na ustach. – Właśnie zaparzyliśmy herbatę i rozłożyliśmy planszę do tryktraka.Nietęga mina funkcjonariusza jasno wskazywała, że nie przyszedł tu z wizytą towarzyską.– Została złożona na ciebie skarga – powiedział do Poyraza. – Otrzymaliśmy zgłoszenie o kradzieży towaru w sklepie. Zespół znalazł go w twoim warsztacie. Musimy cię zabrać.

– Synu, co się dzieje? – Cennet poderwała się z miejsca, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. – Znowu to samo?Poyraz był tak samo zdezorientowany jak jego matka.– O czym ty mówisz, bracie Rustemie? Po co miałbym kraść towar? To oszczerstwo.– Znaleziono jednak skradzione rzeczy w twoim warsztacie. Nie zrozum mnie źle, wierzymy ci, ale dowody są jednoznaczne.– O Boże! – Cennet zachwiała się, opadła na sofę i ukryła twarz w dłoniach. – Nie skazuj nas znowu na ten sam koszmar, błagam… Mój Poyraz nie zrobiłby czegoś takiego. Ktoś oczernił moje dziecko.– Mój brat nie zrobiłby tego – dorzucił Sahin, zwracając się do Rustema. – Znajdź prawdziwego przestępcę.Poyraz już wiedział, kto za tym stał. W jego myślach pojawiło się jedno imię. Trucizna.– Nie martwcie się – rzucił z determinacją. – To oczywiste oszczerstwo. Wyjaśnię to. Nazli, zadzwoń do Merta, niech przyjdzie do aresztu. Bracie – spojrzał na Sahina – zostawiam gości pod twoją opieką. Na pewno szybko wrócę.***

Mert odwiedził zamkniętego w celi Poyraza.– Nikt z sąsiadów nie widział, żeby ktoś wchodził do twojego warsztatu – powiedział, opierając się o kraty. – Ktoś zrobił to czysto, nie zostawiając najmniejszego śladu.– Więc to na pewno on. – Poyraz zacisnął pięści. – Chciał utorować sobie drogę do kobiety i dziecka. Zamknął mnie, żeby móc swobodnie wejść do dzielnicy.– Bądź spokojny, mistrzu. Jeśli tam wejdzie, nie wyjdzie bez lekcji – zapewnił Mert.– Spróbuje ponownie tej nocy. Niech nikt nie schodzi z posterunku. A co do zniesławienia – mamy kreta, Merdo. Znajdź go. Sprawdź Catalar.– Masz moje słowo. Znajdę go i sprawię, że wszystko wyśpiewa.Mert wyszedł, a Poyraz szeptał do siebie:– Czekaj na mnie, kimkolwiek jesteś. Jak tylko się stąd wydostanę, ukarzę cię!***

Noc zapadła gęsta jak atrament. Trucizna opierał się o maskę samochodu, wpatrując się w ekran telefonu. Na wyświetlaczu widniało zdjęcie Yusufa. Jego oczy błysnęły szaleństwem.– Jeszcze trochę i cię dopadnę, bratanku Kirimliego – mruknął z diabolicznym uśmiechem. – Wkrótce nikt nie będzie cię chronić. Wtedy spotkamy się ponownie.Za jego samochodem zatrzymało się inne auto. Wysiadł z niego mężczyzna – ten sam, który przed aresztowaniem Poyraza wdał się z nim w kłótnię. Podszedł bliżej, a Trucizna spojrzał na niego z uznaniem.– Dobra robota. Zasługujesz na nagrodę – powiedział, kładąc mu dłoń na ramieniu. – Skoro zamknęliśmy lwa w klatce, czas na atak.– Poyraz siedzi, ale ludzie w dzielnicy wciąż czuwają – mruknął kret. – Cendere to niebezpieczne miejsce, nawet bez niego. Nie wjedziesz tam niezauważony.– W takim razie to ty się tym zajmiesz – oznajmił Trucizna, a jego uśmiech stał się jeszcze bardziej jadowity.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *