Noc zapadła cicho. Hanser zasnęła w fotelu przy jego łóżku, wyczerpana czuwaniem. Cicha nie mógł zasnąć. Chciał sięgnąć po szklankę wody, nie budząc jej, lecz gwałtowny ból przeszył jego ciało. Jęk wyrwał go z ust, a Hanser natychmiast obudziła się przerażona.

Kiedy zauważyła krew na opatrunku, wpadła w panikę. Drżącymi dłońmi zmieniała bandaż, próbując ukryć strach. Cicha zauważył jednak coś więcej niż tylko troskę o jego zdrowie.
Zapytał ją cicho, czy naprawdę boi się o jego ranę… czy może boi się, że zagoi się zbyt szybko. Bo kiedy wyzdrowieje, zniknie powód, dla którego mogli być sobie tak bliscy.
Hanser próbowała zaprzeczyć, ale każde jego słowo trafiało prosto w jej serce. W końcu przyznała, że boi się chwili, gdy wszystko wróci do dawnego porządku — gdy on znów stanie się silnym człowiekiem otoczonym przez innych, a ona będzie musiała pamiętać o swoim miejscu.
Między nimi pojawiło się uczucie, którego żadne z nich nie planowało. Narodziło się w ciszy, bólu i wspólnym czuwaniu przy ranie, która zmusiła ich, by przestali ukrywać prawdę przed samymi sobą.